W pracy, atmosfera jak zawsze - nerwowa. Za ścianą, w sąsiednim pokoju roznoszą się wrzaski, krzyki i nieprzyzwoite słowa... Kolejny stresujący dzień. Dobrze, że się kończy. Wychodzę z bólem żołądka i wiem, że minie kilka godzin zanim mój głodny żołądek coś przyjmie do trawienia. Nim się spostrzegam jest 22.00 Czas spać, bo rano do pracy. Zanim zasnę, jeszcze raz ze stresem pomyślę o nadchodzącym dniu. O kolejnych absurdalnych sytuacjach, projektach, które miały być na wczoraj, albo tydzień temu. Wypijam melisę, żeby móc choć na chwilę zmrużyć oczy dzisiejszej nocy. Z nieustającym bólem żołądka zasypiam. Wstaje kolejny dzień... wtorek - podobny do dnia wczorajszego... środa... czwartek... piątek... weekend. ...poniedziałek... wtorek... każdy dzień podobny do siebie.. codziennie to samo.. nerwy i stres, przeplatany monotonią i obezwładniającą nudą... i jeszcze otaczające ze wszystkich stron, głośne, awanturnicze miasto...