Posty

Wyświetlam posty z etykietą autostop

lodowce, góry, rzeki PN Skaftafell i Landmannalaugar

Obraz
Kawał czasu minął kiedy ostatni raz pisałam o Islandii. Jednakże przerwanie opowieści o Islandii  miało swój powód, głęboki i nietuzinkowy, ale o tym w innym miejscu. Dzisiaj wróćmy wspomnieniami do Islandii, która na nowo rozpala moje serce. Cóż nie tak łatwo zapomnieć o tej maleńkiej wyspie pokrytej lodowcami, gejzerami i wulkanami... Tak więc ostatni opis został urwany, gdy podziwialiśmy potężny wodospad Dettifoss, którego dudniący szum wciąż gra mi w uszach. Następnym punktem była Lodowa Zatoka - Jökulsárlón, jednakże o tym też już było. Nadszedł czas przywołać dalsze wspomnienia.

Pierwsze zderzenie z islandzkimi krajobrazami.

Obraz
I slandzkie krajobrazy tak bardzo różnią się od europejskich, że można doznać szoku. Po przylocie na wyspę, poczujesz się jak w innym świecie.  Pierwsze słowa jakie się nasuwają – łyso tu jakoś...nieswojo... nie komfortowo...  – no tak... łyso, bo tu w ogóle nie ma drzew. Jak okiem sięgnąć "pola lawy"  – głazy i kamienie, porośnięte mchem. Przecina je tylko droga asfaltowa. Nic więcej, żadnych drzew, żadnej trawy, zarośli. Jedynie ołowiane ciężkie chmury, przykrywające wierzchołki gór i zwiastujące kolejną porcję deszczu.  

Autostop po hindusku...?

Obraz
Godzina 8.00. Stoimy na przystanku, ubrani w przeciwdeszczowe wdzianka. Pogoda nas nie zaskoczyła. Jak przez cały wyjazd, tak i teraz leje cudny, równomierny, rzęsisty deszczyk. Na nadmiar ciepła nie możemy narzekać, ale na nadmiar wody – i owszem. Jest nie tylko na ulicy, ale też w naszych butach. Stoimy już godzinę. Auta jadą ciurkiem, jeden za drugim, ale żaden się nie zatrzymuje. Jadą, a nawet pędzą, bez zwalniania. Na to miejsce podwiózł nas mój dobry znajomy z Bergen (ten sam, który podarował mi nóż na tę przygodę, abym miała czym się bronić przed Hindusem). Jego córka wielokrotnie zaczynała stąd swoje podróże autostopem, więc to jest dobre miejsce. Tylko dlaczego się nikt nie zatrzymuje? Może dlatego, że jest ze mną Hindus..?   Myślę - Samej z pewnością było by łatwiej... Ale plan jest inny.

Zrobić coś szalonego – samotna wyprawa „autostopem w południowej Norwegii”

Obraz
... Rzuciła wszystko i pojechała...   Bilet lotniczy był okazją nie do odrzucenia - 2 zł w obie strony. Musiałam je kupić. Nie było innej opcji... :) Był za to mały szkopuł – mogłam mieć ze sobą tylko bagaż podręczny. Mały 10 kilogramowy plecak : ) Przez 2 tygodnie zwiedzałam południową Norwegię, jednocześnie szukając pracy – bo chciałam się tam przenieść na dobre. Jeszcze wtedy naiwnie myślałam, że skoro potrzebują inżynierów to będą brać nawet bez znajomości języka norweskiego. I może biorą, ale nie w mojej branży – tutaj znajomość norweskiego jest niezbędna.. Pracy nie znalazłam, ale za to znalazłam wspaniałych ludzi, znalazłam życzliwość, dobroć, spokój i radość z podróżowania. Widok z samolotu na Norwegię zapierał dech w piersiach. Obudził głęboką tęsknotę za lasem, górami i przyrodą. Morze, góry, przepiękne wybrzeże fiordowe... Urzekający widok.